z zielnika Hai – rozdział pierwszy

Cześć i czołem! Za oknem mgła, wiatr i brak słońca, więc przychodzę do Ciebie z przepisami, które bez wątpienia dodadzą odrobinę letnio-jesiennego uroku Twojej codziennej rutynie! Postanowiłam stworzyć serię wpisów, za pomocą której przybliżę Ci zapomniane, domowo-kuchenne rytuały piękności, których przygotowanie jest nie tylko banalnie proste, ale i cudownie… pachnie! Ciekawe, czy któreś z nich okażą się znajome?

Salutations! There’s fog outside the window, wind, and lack of sun, so here I am with recipes that will undoubtedly add a little summer-autumn charm to your everyday routine. I decided to create an entire series in which I will introduce you to home-made beauty rituals that are not only simple but wonderful when it comes to smell! I wonder if any of them will turn out to be familiar for you?

ULUBIEŃCY: Rumianek

Gdybym miała wymienić minimum trzy rodzaje ziół, które: naprawdę lubię pić, przypadły do gustu moim kubkom smakowym (co jest rzadkością, serio) i których właściwości cenię sobie nade wszystko, na pierwszy ogień niewątpliwie poleciałby … rumianek.

Gatunek tej rośliny jest mi niezwykle bliski od najmłodszych lat. Dorastałam w małym miasteczku, gdzie łąki były w odległości rzutu beretem, a co za tym idzie, wycieczki po zioła mogłam przez długi, długi czas dzieciństwa nazywać chlebem powszednim. Babcia dość często robiła płukanki rumiankowe, którymi (poza myciem włosów rumiankowym Johnson’s Baby), podkreślała jasne refleksy moich naturalnych blond herów.