Kiedy w 2011 roku dołączyłam do grona włosomaniaczek – dziewczyn publikujących w blogosferze swoje włosowe perypetie, zauważyłam, że głównym celem świadomej pielęgnacji było doprowadzenie włosów do jak „najlepszego” stanu. Takiego, by tuż po umyciu / & wysuszeniu włosy były gładkie, lśniące i lekko uniesione u nasady. Zdrowe/piękne, w środowisku włosomaniaczek niemalże zawsze równa się nisko/średnio porowate. Czy słusznie?



