alterra maska do włosów bio owoc granatu – recenzja

Hejo! Mamy wtorek, więc standardowo przybywam z recenzją kosmetyczną. Tym razem pod lupę biorę kosmetyk, który recenzowałam na sto procent wcześniej, ale gdzieś owa recenzja musiała się zawieruszyć, bo nie mogę jej znaleźć ani tutaj ani w archiwalnych wpisach na blogspocie. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, żebym zdenkowaną maseczkę zrecenzowała jeszcze raz. Serdecznie zapraszam do czytania!

czym dla mnie jest hairoutine

Powrót do blogosfery, albo może lepiej „influorosfery” po kilku miesiącach nieaktywności był dla mnie ogromnym szokiem (można by powiedzieć termicznym). To, w jakim tempie rozwija się internetowy świat momentami mrozi mi krew w żyłach. Z jednej strony jest to ekscytujące, z drugiej natomiast sprawia, że mam ochotę powyłączać wszystkie media społecznościowe i żyć w błogiej sielance i nieświadomości na temat tego, co dzieje się w sieci.

Nie zrozumcie mnie źle, ale widok początkujących blogerek biegnących po trupach do celu, zwyczajnie zniechęca mnie do uczestniczenia w tym dziwnym i groteskowym wyścigu szczurów. Inaczej nie da się tego nazwać. Jest to wyścig szczurów. O to, kto najszybciej zrecenzuje dany kosmetyk, kto odkryje nowość, kto dostanie collab czy darmoszkę (nazywaną współcześnie [jak się niedawno dowiedziałam] „paczuszką PR”)… Widok ludzi kolekcjonujących kolosalne ilości kosmetyków, których nawet nie zdążą zużyć przed upływem terminu zdatności przeraża mnie najbardziej, dlatego w dzisiejszym, nieco odstającym od reszty artykule chciałabym opowiedzieć Wam, czym dla mnie jest ten blog. I nakreślić, dlaczego stoi on w wyraźnej opozycji do tego, co w dużej mierze poznaliście dotychczas…