vademecum med

Cześć kochani!

Zanim maturzyści wpadną w panikę, chcę uspokoić: nie będę pisała o vademekach (omg, jak odmienia się vademecum?) przygotowujących do studiów medycznych (vademecum med, hehe taki żarcik-kosmonaucik). Dziś, po raz kolejny, piszę o KoSmEtYkU. Zauważyłam pewną zależność w odniesieniu do mojego blogowania. Wpadam w takie… pętle. Pętle nicnierobienia i pętle obsesyjnego pisania na jeden i ten sam temat.  Obecnie trwa pętla kosmetyczna. Obiecuję jednak, że już niedługo ulegnie to zmianie, ponieważ mam w planach zupełnie inne artykuły: typowo nerdowe, typowo refleksyjne, i inne, które z pewnością trafią w Wasze gusta, skoro już mnie czytacie. 

Dlaczego zawsze kupuję odżywkę WELEDA, mimo, że wcale jej nie lubię?

Hoho, dzisiaj pojedziemy z koksem. Zamierzam zrecenzować odżywkę, której nienawidzę i którą mimo wszystko ciągle, nałogowo kupuję. Ciekawi Cię dlaczego? Zapraszam do czytania.

Nie ma nic bardziej triggerującego niż używanie kosmetyku, którego nienawidzisz. Nie podoba Ci się jego zapach, konsystencja, tuba, cena, wszystko. A mimo to wciąż go kupujesz. Nie jest to normalne, prawdopodobnie myślisz, że stoi za tym jakiś włosomaniaczy spisek bądź metoda, która winna odmienić Ci życie po przeczytaniu tego wpisu? Otóż nie. Rozczaruję Cię. Nie ma żadnego haka. Nie lubię tej odżywki i mimo to nadal jej używam. Jak? Dlaczego?