Yves Saint Laurent BLACK OPIUM LE PARFUM

Dawno nie publikowałam żadnej recenzji perfumowej, moja kolekcja stale się powiększa, wypadałoby więc wyjść na chwilę ze swojej strefy komfortu i przygotować materiał o najnowszej odsłonie Black Opium.

Z Black Opium edp, po raz pierwszy miałam do czynienia bodajże w czasach licealnych, kiedy to zapach ten miał swoją premierę. Moje nastawienie do wspomnianej wody perfumowanej nie było wówczas w pełni określone. Z jednej strony potrafiłam sobie wyobrazić jak nosiłby się zimą, z drugiej coś totalnie mnie do niego nie przekonywało. I tak sobie żyłam spokojnym życiem z dala od Opium, pytana raz po raz co na jego temat sądzę (odpowiadałam, że znam i lubię, ale nie brzmiałam chyba przekonująco, bo rozmówca zazwyczaj kwitował czymś w rodzaju „Są takie… oklepane, nie? Wszędzie je czuć na ulicy.”). Omawiana przeze mnie dziś nowa odsłona Yves Saint Laurent okazała się dla mnie kluczem do rozkochania się w oryginale i pozostałych flankerach. Jeśli ciekawi Was dlaczego, zapraszam do czytania.

Mario Badescu Witch Hazel & Lavender Toner (recenzja)

Hejo. Wiem, że obiecywałam publikację trzech filmów w ten weekend, ale jak zwykle życie wygrało z postanowieniami. Wczorajszy dzień spędziłam na absolutnym nicnierobieniu i zmobilizowałam się do zrobienia ledwo jednego zdjęcia do instagramowej aktualizacji pielęgnacji włosów (pomińmy fakt, że na ten temat powinnam opublikować oddzielny post)… Jedyne co mnie naprawdę pociesza to fakt, że zdjęcie to możemy uznać za udane. Wrzuciłam je bez filtra, jedynie odrobinę wykadrowane w post-produkcji. Jest noice.

Nie przedłużając jednak, przejdźmy do głównego tematu dzisiejszego wpisu, a mianowicie kolejnego psikadełka, które zamierzam dla Was zrecenzować. Po ostatnim filmie o eliksirze piękna marki Caudalie, pewnie uznaliście, że już żaden inny produkt nie skradnie mojego serca w taki sposób? Bez spoilerów, możemy założyć, że jak na razie Caudalie nie ma sobie równych. Bowiem nie tylko atomizerem fioletowy Mario Badescu nie dorasta Beauty Eliksirowi do pięt. Toner lawendowo-oczarowy oczarowałby mnie na maksa, gdyby nie… No właśnie, gdyby nie co?